Świadectwo Ewy – Rekolekcje z o. Bashoborą

Dziękujemy Ewie za przesłanie świadectwa. Możesz się także podzielić swoim świadectwem z przeżytych rekolekcji wysyłając je pod adres mailowy admin@wsjp2.pl Zatem zapraszamy do lektury:


Rekolekcje z o. Bashoborą sprawiły, że narodziłam się na nowo.

Na początku było zwątpienie. Ojciec John pytał o dziwny dla mnie krzyż, sakramenty itp., a potem wywoływał ludzi na środek. Wtedy myślę: Po co ja tu jestem? Panie Boże chyba sobie żarty robisz. Przyjechałam tu, żebyś przymnożył mi wiary, a tu jakieś odpytywanki. Niech ten ksiądz czasem nie zawoła mnie, bo będzie obciach. Dziś moja wiara jest silna jak nigdy dotąd.

Doświadczyłam obecności Złego Ducha, Maryi, Ducha Świętego i Jezusa. Opiszę krótko – w jaki sposób.

Zły Duch. Piątek. Dzień zaczął się bardzo ciekawie, bo zaspałam. Obudziłam się godzinę później niż planowałam. Podczas podróży działy się dziwne rzeczy z nawigacją. Miała być prosta trasa, a tu ciągłe błądzenie i zawracanie. Dwa razy stanęłam jak wryta, kiedy widzę koniec drogi, a nawigacja mówi „jedź prosto”.

Maryja. Kolejne emocje podczas podróży. Rozwidlenie dróg. Jadę złym pasem, próbuje go zmienić. Gwałtownie hamuję i zamieram… Nagle pociemniało. Spoglądam w lusterko i widzę za sobą tira. Czekam na uderzenie. Cisza. To były milimetry. Wiem, że to Maryja go zatrzymała.

Podczas konferencji siedzę blisko jej obrazu. Kiedy patrzę na nią, słyszę: „Idź do spowiedzi”. Nie idę. I znów: „Idź do spowiedzi”. Nie idę, byłam dwa tygodnie temu. „Idź!”. No dobra. Poszłam. Podczas tego sakramentu też działy się cuda.

Po mojej trudnej podróży do Przedborza, zastanawiałam się jak wrócę z powrotem. Tym bardziej, że będzie to wieczór. Trudno, jakoś dam radę. Najwyżej będę jechać trzy godziny, a nie jedną – pomyślałam. W sobotę rano idę na śniadanie. Pół godziny wcześniej niż planowałam. Dosiadam się do kilku osób, które przyszły wcześniej. Po krótkiej rozmowie dowiaduje się, że oni też wracają dziś wieczorem i jadą w tym samym kierunku co ja. Proponują, że wrócimy razem. Szok. Spadliście mi z nieba-mówię. Maryja?

Duch Święty. Drugi dzień rekolekcji. Siedzę w hali pełnej ludzi, temperatura wyższa niż dzień wcześniej, a ja mam wrażenie że działa klimatyzacja. Tylko jej nie widzę. Drzwi daleko, okna daleko, to skąd ten lekki powiew?-zastanawiam się. Co chwile spoglądam na swoje ręce, które doświadczają dziwnego uczucia. Potem jestem pijana. Ojciec John woła „nie blokuj!”. OK. I wtedy ogarnia mnie niesamowita radość. Za chwilę padają słowa o darach. Jeśli coś ma być dla mnie, to Ty Duchu Święty sam wybierz. Daję Ci wolną rękę –mówię.

Jezus. Spowiedź. Czas pełen wzruszeń. Oczyszczenie. Padają tam słowa, po których robię wielkie oczy ze zdziwienia. Patrzę na księdza i się zastanawiam: Skąd to wiesz? Jak w ogóle możesz powiedzieć coś takiego? Potem klękam przed obrazem Maryi, następnie spoglądam na monstrancję z Hostią. Już wiem. On może. On wszystko może. To Pan Jezus. Osoba księdza to tylko jego narzędzie.

Moment spotkania z Duchem Świętym. W pewnej chwili czuję, że ktoś dotknął mojego barku. Otwieram oczy i się rozglądam. Z prawej strony tylko moja torebka leży na krześle. Z lewej strony niski pan, który jest dalej ode mnie, stoi odwrócony do swojej żony – to nie mógł być on. Za mną daleko pani na wózku. Pewnie mi się wydawało. Zamykam oczy. Znów czuję ten dotyk. Nie otwieram oczu. Stoję i pytam: jak to jest możliwe? W tym momencie otrzymuję odpowiedź. Jezus. Stoi za mną. Trzyma swoją dłoń na moim lewym barku. Czuję dotyk Boga! Niesamowite!

Wróciłam w sobotę wieczorem. Nie mogłam usnąć. Rano o 7.00 poszłam na mszę. Ten sam kościół, ten sam ksiądz, ale inna ja. Niepojęte. Kiedy usłyszałam pieśń „ z rąk kapłańskich przyjmij Panie” to miałam ciary na plecach i z trudem hamowałam łzy. Potem było podobnie po słowach „uświęć mocą swojego Ducha te dary…”. Czuję, jakbym przebudziła się z głębokiego snu. Mam „nowych „Przyjaciół”  i odkryłam, że Eucharystia to uczta miłości.

Chcę wszystkim podziękować za zorganizowanie tych rekolekcji. Jesteście wielkim darem dla mnie. Robicie wielkie rzeczy. Nie zatrzymujcie się! Chwała Panu!

Pozdrawiam Was serdecznie.

Ewa

P.S. Pamiętacie, że moje imię padało kilkakrotnie z ust ojca Johna? Przypadek? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *